piątek, 4 września 2015

12 KÓŁEK ZĘBATYCH





Początek września to czas, w którym wiele osób rozpoczyna coś nowego. I nie chodzi tylko o szkoły, ale o pewien szeroko rozumiany nowy sezon. To dobry czas, by zastanowić się nad tym, co zrobić, by wytrwać w swoich postanowieniach i sięgnąć po realizację marzeń. 

Zebrałam poniżej 12 punktów, i – co gorsza ;) – opatrzyłam je rysunkiem własnego autorstwa. 

12 punktów, w których zawierają się sprawy, które już omawiałam, ale które działają wtedy, gdy rzeczywiście stosuje się je wszystkie. Nie umiem odpowiedzieć na pytanie, które są mniej lub bardziej ważne. Z gabinetowego i osobistego doświadczenia wiem jednak, że dobrze, gdy „zaskoczą” wszystkie.

1) KONTROLUJ SWOJE POBUDZENIE

Jak już pisałam, istotną sprawą jest umiejętność rozpoznania u siebie (niestety metodą prób i błędów) oraz regulowania poziomu swojego pobudzenia. Pamiętaj! Zadania skomplikowane generalnie wykonujemy lepiej na niższym poziomie pobudzenia. Dlatego uważaj z przemotywowaniem siebie lub innych – efekt może być odwrotny od zamierzonego.

2) MIEJ WYZNACZONE CELE…
Bez celów ani rusz. Zapisanych, przemyślanych, ułożonych na krótkie i długie odcinki czasowe. Cele – to właśnie kolejne małe schodki na Twoim szlaku.

3)… I UNIKAJ DYSTRAKTORÓW

A jak wyznaczysz sobie cele, trzymaj się ich, także po to, by ze swojej ścieżki nie schodzić na inne szlaki. Owszem, krótkie wypady bywają odświeżające, ale mogą zdecydowanie przeszkadzać w dojściu w miejsce, w jakie zamierzasz.

4) CELEBRUJ NAWET MAŁE SUKCESY
To one budują motywację, to pamięć o nich dodaje sił, kiedy robi się ciężko. Oczywiście, w pewnym sensie osoby, które w momencie osiągnięcia celu już w ogóle o nim nie myślą, bo widzą już na horyzoncie kolejne olśniewające szczyty do zdobycia, ale z doświadczenia wiem, że prędzej czy później osobom takim zapas energii również zaczyna się kończyć. Jest czas na wszystko – także na choćby symboliczne świętowanie swoich sukcesów. To przecież buduje także zdrową, osadzoną w rzeczywistości a nie tylko w wyobrażeniach na swój temat, pewność siebie.

5) ROZDZIELAJ TO, CO ZALEŻY OD CIEBIE OD TEGO, CO OD CIEBIE NIE ZALEŻY
Umiejętność ta jest wyuczalna i niezwykle przydatna. Oszczędza nam sporo nerwów i energii, a te przecież kiedyś się kończą. Niezwykle ważna umiejętność we wszystkich sferach życia. Skupiam się na tym, co ode mnie zależy, a to, co jest poza moim wpływem, zostawiam poza sobą. Czy warto wściekać się na pogodę?

6) KOMUNIKACJA, KOMUNIKACJA I JESZCZE RAZ KOMUNIKACJA
Z sobą i ze światem. Opowiadaj swoją historię, mów swoje zdanie, przedstawiaj swoje osiągnięcia, ale też słuchaj innych ludzi. Rozmawiaj sam/sama ze sobą – najlepiej jak z dobrym przyjacielem. Taki pozytywny „selftalk” pomoże CI utrzymać koncentrację a także ułatwi przetrwanie trudnych momentów.

7) SZANUJ SIEBIE
Głęboki szacunek do siebie jest podstawą zdrowej pewności siebie, którą widać również w naszej mowie ciała. Jak może pamiętasz z poprzednich tekstów, opanowanie mowy swojego ciała wtedy, gdy poddani jesteśmy dużemu stresowi, może zmienić nasze psychiczne radzenie sobie z sytuacją. Dlatego tak ważne jest, aby w naszym zachowaniu było również widać to, jak sami siebie szanujemy.

8) PAMIĘTAJ, ŻE KAŻDA CHMURA W KOŃCU GDZIEŚ ODPŁYWA
Bądź gotowa/gotowy na to, że w momencie gorszej dyspozycji fizycznej, psychicznej czy wskutek wystąpienia nieprzewidzianych wydarzeń w Twojej głowie odezwą się stare, negatywne głosy. Mimo wielkiej pracy, którą wykonujesz nad sobą, od czasu do czasu te „starocie” odzywają się nieproszone. Zamiast wpadać w panikę, warto uzmysłowić sobie, że to nic nadzwyczajnego i że ta czarna, skłębiona chmura w końcu sobie pójdzie. Nawet jeśli deszcz nas trochę zmoczy – nie szkodzi. A tak w ogóle – rozejrzyj się za parasolem – może nim być na przykład bliskie Ci zdanie, które powtarzane jak afirmacja pozwoli Ci przetrwać potworkowy atak.

9) WIZUALIZUJ MARZENIA I PRZYPOMINAJ SOBIE SUKCESY
Jak już pisałam, wyobraźnia to najpotężniejsze narzędzie nas wszystkich, w tym sportowców. To w głowie dzieją się rzeczy najważniejsze i niezwykłe – nasz mózg w każdej chwili może nas przenieść na stadion Wembley albo na korty Rolanda Garrosa. Kto nam zabroni ;) Im częściej będziesz wyobrażać sobie, że coś Ci się udaje, tym większe prawdopodobieństwo, że stanie się tak naprawdę. Im więcej wspomnień świetnych występów, walk, meczów, koncertów – tym łatwiej o powtórzenie co najmniej tak dobrego poziomu następnym razem.

10) OPRÓCZ PLANU A MIEJ JESZCZE PLAN B
To nieprawa, że stworzenie sobie PLANU B oznacza, że nie wierzysz w PLAN A. Ale skoro zakładamy (PATRZ PKT 5), że skupiamy się na tym, co od nas zależy – to OK. Niestety bywa jednak tak, że to sprawy od nas niezależne krzyżują nam nasze plany. Warto więc mieć w odwodzie jakąś inną opcję – choćby po to, żeby mieć w głowie nieco mniejszą presję (a tym samym łatwiej wpływać na optymalny poziom pobudzenia (PATRZ PKT 1).

11) SZUKAJ RADOŚCI W TYM, CO ROBISZ
Bardzo często zwiastunem albo jednym z sygnałów, że w rozwoju sportowca czy twórcy coś dzieje się nie tak, jest utrata radości z tego, co się robi. To najsmutniejsze, z czym się w gabinecie spotykam. Najczęściej mam bowiem to szczęście, że pracuję z pasjonatami swoich dziedzin – zatem zazwyczaj są to ludzie, którzy tę radość mieli, ale z jakiegoś powodu (wewnętrznego lub zewnętrznego) utracili ją. Zwykle znalezienie sposobu na to, by ją odnaleźć (przydatne są tu np. cele mistrzowskie ale także przypominanie sobie przyjemnych momentów) jest punktem zwrotnym, po którym następuje stopniowy powrót na „właściwe tory”. (Tu podpowiedź dla wszystkich nauczycieli, trenerów i szefów: odbieranie ludziom radości z tego, co robią, moim zdaniem jest gorsze niż niewypłacanie wynagrodzenia. Ciężka praca ciężką pracą. Ale choć odrobina radości musi być – to ona bowiem umożliwia wspięcie się na najwyższe możliwe szczyty jeśli chodzi o poziom wykonania sportowego czy artystycznego).

12) IDŹ W SWOIM TEMPIE
Jakkolwiek bywa to trudne (bo w niektóre profesje jest to wręcz wpisane), staraj się unikać porównań z innymi i skupiaj się na swoim rozwoju we własnym tempie. Nic nie szkodzi, że pewien pułap osiągniesz ciut później – zapewne inną rzecz za to uda Ci się osiągnąć wcześniej niż innym. Nie w tym rzecz. Jeśli określisz swoje osobiste mistrzowskie cele, wtedy ci mityczni inni, którym tak cudownie układa się kariera, będą mieli mniejszy wpływ na Twój spokojny sen. Wierz mi, w ostatecznym rozrachunku najdalej bowiem docierają ci, którzy wykazali się największą cierpliwością i wytrwałością.

Spróbuj sprawić, by wszystkich 12 kółek zębatych zaczęło pracować – myślę, że rezultaty Cię zaskoczą. Pozwól im popracować kilka tygodni, a wiele zacznie się zmieniać. I nie chcę przez to powiedzieć, że zaczną się dziać jakieś niewyobrażalne cuda (choć kto wie? ;)), ale zdecydowanie poczujesz, że idziesz swoją ścieżką. Powodzenia!



sobota, 15 sierpnia 2015

Bierz od najlepszych czyli „Twórcza kradzież”

Te wszystkie zagrywki ukradłem wielkim zawodnikom. Staram się, żeby moi
poprzednicy byli ze mnie dumni, skoro tyle się od nich nauczyłem.
Robię to dla gry – czegoś dużo ważniejszego ode mnie.
Kobe Bryant

Zdarzają się czasem takie niepozorne książeczki, które mają gigantyczny ciężar gatunkowy. Książki, które chciałoby się zeskanować w całości i od razu zamieścić na Facebooku w postaci zdjęć, oznaczając przy tym połowę osób z listy znajomych, żeby przypadkiem nie przeoczyli. A i tak miałoby się ochotę chodzić i czytać na głos, żeby na pewno przyswoili. Tak na mnie zadziałała ta książeczka.

Mowa o książce Austina Kleona „Twórcza kradzież. 10 przykazań kreatywności”. Ponieważ jednak przeczytałam ją dość uważnie, nie będę jej kopiować, tylko o niej napiszę, mam nadzieję, że możliwie twórczo J

Po namyśle stwierdzam, że niby nic szczególnie odkrywczego, bo i cytaty oklepane, i większość porad gdzieś tam już zasłyszana. A jednak z polotem zebrane w całość, w dodatku przez kogoś, kto zmierzył się z kreatywnością w praktyce. Wszakże niby praca pisarza różni się zasadniczo od zobowiązań sportowca czy biznesmena, a jednak… No właśnie.

Wszystko (lub niemal wszystko) już było. Teraz możliwe jest już tylko dalsze przetwarzanie motywów i pomysłów, które skądś przecież czerpiemy. Kleon zauważa jednak, że między kreatywną kradzieżą (która w pewnym sensie jest hołdem dla „okradanego” twórcy) a bezczelnym plagiatem istnieje spora różnica i absolutnie nie namawia do tego drugiego. Rzecz w tym, żeby czerpać z najlepszych (i to licznych), a to, co nam pasuje – mieszać i modyfikować.

Czy masz swojego ulubionego pisarza, który imponuje Ci stylem? Spróbuj zacząć go naśladować (a przy okazji rozłóż na czynniki pierwsze jego warsztat). Pogrzeb w bibliotece i dowiedz się, kogo on sam uważał za swoich mistrzów i poczytaj i naśladuj ich również. I tak szukaj najodleglejszych korzeni tego, co lubisz.

Czy masz swojego ulubionego piłkarza, którego śladem chcesz podążać? Obserwuj go uważnie, we wszelkiego typu sytuacjach – także wtedy, gdy stoi na boisku albo z niego schodzi. Naśladuj go w najmniejszych detalach – a przynajmniej te elementy, które najbardziej Ci się podobają. Ale poszperaj u Wujka Google i znajdź jakiś wywiad, z którego dowiesz się, jacy piłkarze byli wzorem dla Twojego idola. Prześledź ich poczynania – a jeśli to możliwe – kop jeszcze głębiej. Powstanie z tego rozległe „drzewo genealogiczne” Twoich inspiracji.

W starych porzekadłach drzemie głęboka mądrość, bo okazuje się, że jednak powiedzenie „Kto z kim przestaje, takim się staje” głupie nie jest. Więc jeśli dążysz do czegoś, szukaj towarzystwa osób, które zmierzają do podobnych celów, nawet jeśli są na innym etapie swojej wędrówki.

Nie ma prawdziwej kreatywności bez pasji – zajmuj się więc tym, co lubisz, a nie koniecznie tym, na czym teoretycznie się znasz. Kreatywność pochodzi z pasji i przyjemności, a nie koniecznie z formalnego wykształcenia (choć wszelkie formy tegoż generalnie są mile widziane. Ale wykształcenie to nie tylko szkoły i kursy!). Co więcej, to niekoniecznie prawda, że aby być w czymś dobrym, trzeba się temu poświęcić bez reszty. Trzeba mieć różne hobby i pasje, nawet drobne, i mieć czas i siły, by je pielęgnować.

Rzecz w tym, że możesz wprawdzie zrezygnować z kilku pasji, żeby skoncentrować się na jednej, ale wtedy po pewnym czasie zaczniesz cierpieć na bóle fantomowe. (str. 70)

Raczej nic miłego.

Bardzo ważna sprawa – pewnych rzeczy nie ma co odkładać na później, na kiedyś, na wtedy, gdy będą warunki, gdy poznam siebie i odgadnę, do czego jestem powołany/powołana. Gdy zaczniesz tworzyć, wtedy najwięcej dowiesz się o sobie.

Warto w tym wszystkim popielęgnować swoją zdrową pewność siebie (już kilka razy o tym pisałam, ale chyba nigdy dość). Także poprzez zbieranie pozytywnych opinii na swój temat. Na czarną godzinę. Na godzinę zwątpienia.

Czasami mam takie szczęście, że coś mojego zyskuje popularność w internecie i przez tydzień, dwa opływam w tweety i miłe e-maile od ludzi, którzy trafiają na moją twórczość. To naprawdę wspaniałe – jednocześnie dezorientujące i pobudzające. Zawsze jednak wiem, że boom minie, a parę tygodni później wstanę lewą nogą i będę chciał z tym skończyć, zastanawiając się, dlaczego w ogóle mi na tym zależy.

Dlatego właśnie zamieszczam każdy miły e-mail w specjalnym folderze (a chamskie od razu kasuję). Kiedy przychodzi taki gorszy dzień i potrzebuję pocieszenia, to otwieram ten folder i przeglądam kilka e-maili. A potem wracam do roboty. Ty też tak spróbuj. Zamiast trzymać folder z e-mailami, w których Cię odrzucono, prowadź folder z pochwałami. Nie wracaj do niego za często, żeby nie spoczywać na laurach, ale trzymaj go pod ręką na wypadek, gdybyś potrzebował czegoś, co podniesie Cię na duchu. (str. 107)

Nazwałabym to mądrym gospodarowaniem zapasami na zimę – wszyscy wiemy, że „winter is coming” i w końcu przyjdzie dzień, kiedy zrobi się ciężko. Warto mieć zachowane pewne zasoby pozytywnej energii, które pomogą nam przetrwać mrok i chłód.

W książeczce tej znajdziecie kilka porad praktycznych, choćby dotyczących organizowania sobie miejsca i czasu pracy, a także porad ogólnożyciowych (zawsze słuszna rada brzmi na przykład „ożeń się dobrze” – choć wiadomo, że nie o współmałżonka tylko chodzi, ale o otaczanie się ludźmi, którzy nas wspierają, rozumieją i generalnie ciągną w górę). Nie będę jednak zrzynać z Kleona. On mnie tylko (aż!) zainspirował do tego, bym ja zareklamowała Wam jego książeczkę.

Czytajcie i kradnijcie, byle z głową!

Austin Kleon – „Twórcza kradzież. 10 przykazań kreatywności”. Wyd. Helion, 2013. Przekład: Maksymilian Gutowski




środa, 22 lipca 2015

Gorąca czekolada i latanie w kluczu – raz jeszcze o motywacji

Na możliwość wpływu na kogoś trzeba najpierw zasłużyć.
Robert Cialdini

Osoby, z którymi współpracuję, wiedzą, że jedną z ważniejszych spraw, na jakie kładę nacisk, jest kwestia komunikacji, zarówno tej werbalnej, jak i niewerbalnej. Pamiętacie pewnie, że w niektórych sytuacjach na niewerbalna ma ogromne znaczenie (czasem sportowemu przeciwnikowi czy słuchaczowi/odbiorcy mówi o nas więcej niż samo wykonanie sportowe, muzyczne czy biznesowe). Pamiętacie zapewne także, że poprzez kontrolę swojej tzw. mowy ciała można wpływać na poziom pewności siebie (wręcz na poziomie hormonalnym!). Jeśli chodzi o komunikację werbalną, zwracałam Wam również uwagę, że liczy się nie tylko to, CO mówimy, ale także JAK to mówimy, bo np. krytykę można serwować w sposób konstruktywny bądź niszczący. Co więcej, traktuję dobrą komunikację jako dobre narzędzie do utrzymania wysokiego poziomu koncentracji przez cały występ oraz jako sposób na poprawienie swojej pozycji w grupie, a czasem nawet kreowanie danej osoby na jednego z liderów całego zespołu.

Cieszę się niezmiernie, gdy zdarza mi się spotykać autorów, których sposób myślenia jest mi bardzo bliski. Przykładem sposobu patrzenia na komunikację i relacje międzyludzkie, który bardzo mi się podoba, jest np. filozofia motywowania i motywacji zawarta w książce Miłosza Brzezińskiego pt. „Głaskologia. Jak pozytywnie wpływać na innych i zwiększać przy tym swoją satysfakcję. Faktyczne reguły motywowania i rozumienia motywacji”. Książka ta w bardzo przystępny – ale oparty o analizę specjalistycznych badań – sposób utwierdza czytelnika w przekonaniu, że dużo wartościowszą metodą motywowania ludzi (niezależnie od wieku, płci, typu zadań, które są wykonywane) jest budowanie jej w oparciu o marchewkę, a nie kijek. Bo na przykład – w przypadku dzieci w wieku szkolnym długofalowo pozytywne skutki będzie dawało jedynie motywowanie pozytywne, karanie – da efekty bardzo krótkofalowe, a pozostawienie dzieci samych sobie bez informacji zwrotnej – da efekty najgorsze najszybciej.

Podoba mi się bardzo taki oto metaforyczny obrazek: każdy z nas niesie ze sobą przez życie kubek z gorącą czekoladą. I każdy z nas może tej czekolady od siebie dołożyć komuś innemu. I warto to robić szczególnie wtedy, kiedy sprawy idą dobrze (już słyszę głosy: „ale po co nagradzać i chwalić? Przecież zaraz się im poprzewraca w głowach albo innych częściach ciała”…). Właśnie po to, by kredyt zaufania zbudować zawczasu, i np. wtedy, kiedy potrzebna jest krytyka, być osobą, której się ufa i od której konstruktywną krytykę się przyjmie!

A co, jeśli zdamy sobie sprawę, że „ludzie chętniej nas wysłuchają dlatego, ze nas lubią, niż dlatego, że mamy coś mądrego do powiedzenia”? (str. 36).

Wielką sztuką, i w pewnym sensie przekroczeniem wrodzonych mechanizmów działania naszego mózgu, jest umiejętność odkładania na później. Czy to czynienie oszczędności na czarną godzinę w spiżarni czy na koncie, czy to inwestowanie w relacje wtedy, kiedy jest dobrze. Jedno i drugie po to, żeby było z czego czerpać, gdy przyjdą gorsze czasy (a przyjdą w końcu na pewno).

Okazuje się, że ewolucyjnie rzecz ujmując, długofalowo strategią najbardziej opłacalną jest właśnie altruizm, a nie egoizm! Nawet, jeśli czasem ktoś nas w niecny sposób wykorzysta. Można po prostu na życie patrzeć w kategoriach przepływu energii:

Sir Ken Robinson, jeden z najtęższych umysłów naszych czasów, jeśli chodzi o edukację, kreatywność i realizowanie swoich celów w życiu na bazie silnych stron osobowości, twierdzi z kolei, że życie w dużej mierze opiera się na energii. Powiedział kiedyś: „Są rzeczy, które dają energię, i takie, które odbierają. Nic więcej”. Jego zdaniem można więc w osobistym kontakcie, na bazie własnej ciekawości, zbudować bardzo energetyzującą relację – każdy kontakt może być tym czymś, co dodaje energii albo ją odbiera. (str. 45)

Można więc powiedzieć, że jeśli dołożę komuś gorącej czekolady ze swojego kubeczka, to najzwyczajniej w świecie prędzej czy później energia pod postacią czekolady do mnie wróci.

Dlaczego czekolady trzeba nakładać innym całkiem sporo? Ano dlatego, że wszystkie negatywne informacje, które do nas docierają, mają większą moc niż te dobre. Dlatego, dla naszego zdrowia emocjonalnego i fizycznego, a także dla zachowania optymizmu i wytrwałości, potrzebne jest, by na jedną negatywną informację przypadało od trzech do siedmiu dobrych! Wyobrażacie to sobie? To by była rewolucja! J Pozytywne informacje zwrotne, bycie dostrzeżonym i docenionym często motywują lepiej niż wynagrodzenie finansowe. Co ciekawe, zadania premiowane finansowo często wykonywane są w sposób najmniej kreatywny. Nie oznacza to, że za dobrą pracę nie należy dobrze płacić – wręcz przeciwnie. Chcę tylko zwrócić uwagę, że ludzie nie pracują wyłącznie dla pieniędzy i zdarza się, że odchodzą na gorzej płatne stanowiska, byle tylko funkcjonować w bardziej „ludzkiej” atmosferze pracy. Dlatego jeśli chcesz zatrzymać uzdolnionego pracownika czy zawodnika – spraw, by miał motywację do pracy z Tobą.

W pigułce, na co jeszcze zwrócić uwagę:

- uważaj z dawaniem „dobrych rad”. To często zawoalowana krytyka. „Dobra rada” bardzo rzadko spełnia kryteria dolewania czekolady do cudzego kubeczka;

- bądź przewidywalny dla ludzi, z którymi współpracujesz. Najbardziej nieznośna jest huśtawka emocjonalna i niemożność przewidzenia, co się zdarzy;

- odróżniaj agresję od surowości. Agresja nigdy nie działa motywująco;

- chwal za konkrety, doceniaj wysiłek i konkretne działania. W motywowaniu też trzeba być wiarygodnym i spójnym. Wspieraj wysiłek, bo to tylko on popchnie mniej lub bardziej ukryte w ludziach talenty do rozwoju w geniusz.

W książce Brzezińskiego znaleźć można odniesienie do książki Jerzego Dudka i Pawła Habrata „Pod presją”. Dudek, jeszcze ze swojego okresu w Liverpoolu, wspomina jedno ze spotkań z klubowym psychologiem, który puścił piłkarzom film o ptakach lecących w kluczu. To niezwykle ciekawa metafora drużyny i współpracy w ogóle – w kluczu bowiem każdy jest potrzebny i każdy ma swoją rolę. A lider, który prowadzi klucz, od czasu do czasu jest zmęczony i wtedy zostaje na pewien czas zastąpiony kogoś ze swoich „adiutantów” lecących tuż obok niego. Nie da się dolecieć daleko, gdy prezentuje się filozofię, że każdy po równo powinien dać tyle samo wkładu. Ale jednocześnie każdy w kluczu czy drużynie jest ważny – i im lepiej wszyscy to będą rozumieć, tym sprawniej i bezpieczniej uda się dolecieć do celu.

Wszyscy potrzebujemy liderów, którzy będą potrafili brać na siebie ciężar ryzyka i odpowiedzialności. Ale jednocześnie trzeba pamiętać, że w ryzyko wpisane są błędy i zmęczenie, dlatego grupa ma za zadanie „chronić plecki” swoich ludzi i działać jak siatka zabezpieczająca. Taki jest sens współdziałania, a coraz trudniej znaleźć obszary życia, w których da się funkcjonować bez dobrej współpracy w grupie. W sporcie, nawet indywidualnym, jest to niemożliwe.

Sergiusz Trzeciak, autor książki „Coaching marki osobistej czyli kariera lidera” tak pisze o byciu liderem:

Pojęcie przywództwa jest wieloznaczne i dlatego często źle rozumiane. Lider to osoba nastawiona na rozwój i wiodąca w danej dziedzinie, niezależnie od pełnionych funkcji kierowniczych czy tytułów. (…) Lider to nie tytuł czy sprawowana funkcja. To raczej sposób ukształtowania umysłu i proaktywna postawa, jaką się przyjmuje. (str. 248)

Moim zdaniem kluczem do sukcesu jest wykształcenie w sobie (tak, tę postawę trzeba kształcić) umysłu lidera. Jest to też największy dar, jaki można dać swoim dzieciom. Umysł lidera wymaga ciągłego rozwoju, poszerzania wiedzy, zdobywania nowych umiejętności. Lider nie zostawia tego innym, państwu, społeczeństwu. (str. 249)

Trudno jednak o dobrego lidera tam, gdzie nie ma pasji do tego, co się robi. Ale jeśli masz w sobie pasję, dołóż nieco pracy w kierunku mądrego liderowania, a efekty przerosną Twoje oczekiwania. Całą czekolada, którą dolejesz innym ludziom do ich kubeczków, wróci do Ciebie z nawiązką.


Miłosz Brzeziński – „Głaskologia. Jak pozytywnie wpływać na innych i zwiększać przy tym swoją satysfakcję. Faktyczne reguły motywowania i rozumienia motywacji”. Instytut Kreowania Skuteczności, 2013

Jerzy Dudek, Paweł Habrat – „Pod presją”. Sport and Profit, 2012.


Sergiusz Trzeciak – „Coaching marki osobistej czyli kariera lidera. GWP, 2015.


czwartek, 2 lipca 2015

Charakter plus umiejętności równa się gracz. KUBA - wyjątkowa książka na lato

Ukazała się niedawno książka wyjątkowa, bo o ile nie dziwi fakt, że ktoś zechciał napisać coś większego na temat Kuby Błaszczykowskiego, o tyle powstał materiał zupełnie inny od tego, co można znaleźć w księgarni na półce oznaczonej sport/biografie. Wskazówką, że coś będzie inaczej jest nie tylko to, że sam Błaszczykowski i jego bliscy rzeczywiście brali intensywny udział w pracy nad książką, ale to, że powstała ona w oparciu o pracę osoby niekoniecznie ze sportem kojarzonej – Małgorzaty Domagalik. Dla mnie – to atut tej książki. Oczywiście, że pozycja ta powstała wokół dramatycznych wydarzeń, które stały się udziałem Kuby, gdy był jeszcze dzieckiem. Ale to książka nie tylko o tym, a może temat rodzinnego dramatu, dorastania w domu pełnym przemocy to pretekst do głębszych rozważań. Wskazówkę znajdujemy już w motcie:

Książkę tę dedykujemy Annie Błaszczykowskiej, bez miłości której nie byłoby jej syna Kuby. A także tym wszystkim, którzy nie przestraszyli się życia.

Bez wątpienia to książka o przemianie, o ciężkiej pracy, o pogoni za największą życiową pasją, o wierności pewnym ideałom. Ale także o poszukiwaniu magicznej formuły, która odróżnia gwiazdę stadionów świata od po prostu bardzo dobrego piłkarza:

Wystarczy sięgnąć po biografie tych najwybitniejszych, żeby zrozumieć, że oprócz nieprzeciętnych umiejętności i talentu, fizycznego wysiłku i setek godzin spędzanych na treningach, kandydat na piłkarskiego gladiatora musi mieć jeszcze to coś. Coś, co sprawia, że to na niego, a nie na innego piłkarza, zwrócone są oczy piłkarskiego świata. Że to koszulki z jego numerem noszą na plecach i że to jego imię z nabożeństwem wypowiadają fani futbolu. Dzieje się tak wówczas, gdy stawiają oni znak równości między tym, jakim graczem, a i jakim człowiekiem jest ich ulubiony zawodnik. Świetny piłkarz, ale i równie fajny gość. (str. 11)

Po co powstała ta książka? Dla lansu? Nie sądzę, choć być może po jej przeczytaniu niektórzy inaczej spojrzą na osobę głównego bohatera (a przynajmniej na pewne zdarzenia z jego udziałem – choćby pamiętną „aferę biletową”). Trafnie ujmuje to ks. prof. Jerzy Kostorz, przyjaciel rodziny:

Wielu ludzi potrzebuje biografii Kuby, żeby uwierzyć w to, co w życiu robią, żeby zobaczyć, że nie ma w życiu takich wydarzeń, po których nie można się podnieść. (str. 19)

W mojej ocenie książka wartościowa także z bardzo ważnego powodu: może młodym adeptom sportu czy innych dziedzin ułatwić zwiększenie wiary w siebie i w swoje marzenia, zanim ktoś z zewnątrz postanowi im je zrujnować:

Równie ważne jest to, żeby kandydat na świetnego piłkarza trafił na kogoś, kto zobaczy w nim talent, zanim ktoś inny zdąży mu powiedzieć, że takiego nie posiada. (str. 26)

Jak wiecie z moich poprzednich wpisów, zdecydowanie bardziej skłaniam się ku wierze w mądrą i wytrwałą pracę, która pozwala zakwitnąć talentowi, niż w sam talent jako taki. Im dłużej zajmuję się tą tematyką, tym częściej widzę również, że jedną z podstawowych składowych finalnego sukcesu jest wytrwałość – bo to ona w ostatecznym rachunku selekcjonuje najlepiej. I dla wytrwałości i cierpliwości ta lektura z pewnością jest doskonałą pożywką.

Kolejnym elementem jest umiejętność stawiania sobie właściwych pytań i kolejnych celów:

Szlifowanie charakteru zawodnika, jakim jest Kuba, to z pewnością żmudny proces. Także dla niego samego. To stawianie sobie niezliczonych pytań i kolejnych zadań do wykonania. Kim chcę być? Gdzie chcę dojść? Co muszę zrobić, żeby tak się stało? Zwłaszcza, że coś takiego jak taryfa ulgowa zdaje się nie istnieć. Żeby być precyzyjną – nie istnieje. (str. 46)

Bez wątpienia w książce wprost i między wierszami dowiedzieć się można sporo o europejskiej ale przede wszystkim polskiej piłce nożnej. O kulisach ważnych decyzji i transferów, o odpowiedzialności społecznej osób znanych (bo Błaszczykowski mocno angażuje się np. w działalność charytatywną), o życiowych priorytetach, które w tym wszystkim trzeba uwzględnić. O dorastaniu na polskiej wsi w okresie transformacji, o wykuwaniu charakteru w bójkach i setkach godzin spędzonych na boisku. I wreszcie o tym, że dziedzictwo rodzinnej tragedii, choć odcisnęło niewyobrażalne piętno na całym życiu Kuby, to uczyniło jego charakter jeszcze twardszym, lecz twardszym w sposób mądry, pokazujący, że nie musimy ślepo i nieświadomie kopiować najgorszych wzorców przemocy, nawet jeśli w nich dorastamy.

Książka potrzebna, książka ważna, dla fanów futbolu, ale nie tylko – dla wszystkich obowiązkowa pozycja do zabrania na zaczynający się sezon urlopowy.
                                 


Jakub Błaszczykowski i Małgorzata Domagalik – KUBA. Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa 2015